Nie ma jednego przepisu na udane rodzicielstwo. Każda rodzina tworzy własne zasady, mierzy się z codziennymi wyzwaniami i szuka sposobów na zachowanie równowagi. Ewa, mama trójki dzieci, opowiada nam o tym, jak wygląda życie w domu pełnym emocji, obowiązków i małych radości. To rozmowa o autentycznym rodzicielstwie – bez lukru, ale z dużą dawką ciepła i optymizmu.
Na początek opowiedz o sobie i swojej rodzinie – kim jesteście i jak wygląda Wasz świat z trójką dzieci?
Jesteśmy pięcioosobową rodziną – rodzicami 6-letniego Juliana, 4-letniego Miłosza i 2-letniej Alicji. Nasz dom to miejsce, w którym każdego dnia dużo się dzieje. Każde z naszych dzieci ma inny charakter, zainteresowania i potrzeby, dlatego każdy dzień wygląda trochę inaczej. Staramy się budować atmosferę bliskości, wzajemnego szacunku i wsparcia, a jednocześnie uczyć dzieci samodzielności i odpowiedzialności. Ważny jest dla nas wspólnie spędzony czas – zarówno podczas zwykłych codziennych chwil, jak i rodzinnych wyjazdów czy wspólnych aktywności.
Czy gdzieś na początku tej drogi marzyliście o dużej rodzinie, czy życie napisało ten scenariusz samo?
Oboje zawsze chcieliśmy mieć przynajmniej trójkę dzieci. Zawsze z ekscytacją patrzyliśmy na rodziny wielodzietne, na ich domy pełne ludzi, dźwięków, różnych planów i pomysłów. W końcu doczekaliśmy się własnego.
Pamiętacie moment, w którym dowiedzieliście się, że rodzina się powiększy? Jakie emocje Wam wtedy towarzyszyły?
Za pierwszym razem była niepewność i trochę strach jak pojawienie się dziecka zmieni nasze życie. Za każdym kolejnym razem coraz większa radość. Pamiętam jak urodził się Julian z jaką dumą mogłam mówić „mój syn”, później „moi synowie”, a teraz po urodzeniu się Ali mogę mówić „moje dzieci”.
Jak wygląda Wasz zwykły dzień? Taki bez „idealnych zdjęć”, z porannym pośpiechem, szkołą, przedszkolem, żłobkiem i całym tym rodzinnym rytmem?
Podstawa to obudzić dzieci i sprawdzić, którą nogą wstały :) Jak dobrze pójdzie to w 20 minut zdążymy umyć zęby, ubrać się, a nawet pościelić łóżka. Jeśli któreś się nie wyspało lub ma gorszy dzień i głośno komunikuje to światu, wtedy zostaje tylko szybkie ubranie i kanapka w samochodzie. Popołudnia to prawdziwy tetris. Musimy pogodzić zajęcia dodatkowe dzieci, logopedę, fizjoterapię jeszcze do tego ugotować obiad. Wszystko jest wyliczone co do minuty. Trzeba też znaleźć czas na życie towarzyskie nasze i dzieci.
Czy bliskość żłobka, przedszkola i szkoły zmienia coś w Waszej codzienności? Ułatwia ją, ratuje, a może czasem… i tak wszystko dzieje się własnym tempem?
Bliskość żłobka i przedszkola zapewnia nam co najmniej 2 dodatkowe drzemki rano :) Gdyby nie to musielibyśmy wystawać znacznie wcześniej i cała logistyka trwałaby znacznie dłużej. Choć i tak nie możemy się doczekać kiedy dzieci zaczną chodzić do jednej placówki.
Co Waszym zdaniem dzieci wniosły do Waszego życia – takiego sprzed rodzicielstwa – czego wcześniej w nim absolutnie nie było?
Dzieci uczą nas cierpliwości, elastyczności i czerpania radości z małych rzeczy. Dodatkowo dzięki dzieciom uczymy się odpowiedzialności za drugiego człowieka.
A jak radzicie sobie z codziennym chaosem? Czy zdarzają się chwile, kiedy wszystko wydaje się wymykać spod kontroli, a mimo to – krok po kroku – udaje się wszystko poukładać?
Takich momentów jest sporo. Małe dzieci same w sobie wprowadzają dużo chaosu do codzienności, a kiedy do tego dojdzie jakaś choroba, albo niewpisane w kalendarzu „urodzinki”… wchodzimy wtedy w tryb przetrwania i staramy się realizować kolejne punkty rutyny czekając na powrót zwykłej codzienności.
Które chwile w byciu rodzicami najbardziej Wam zostają w pamięci – te małe, codzienne, może zupełnie zwyczajne z zewnątrz?
Bardzo lubimy obserwować, jak dzieci się zmieniają i rozwijają – kiedy uczą się czegoś nowego, wspierają się nawzajem albo potrafią nas zaskoczyć swoją empatią, pomysłowością czy dojrzałością. Takie momenty przypominają nam, że nawet jeśli na co dzień wydaje się, że gonimy od obowiązku do obowiązku, to właśnie wtedy dzieją się rzeczy najważniejsze.
Co powiedzielibyście komuś, kto patrzy na rodzicielstwo z trójką dzieci i myśli: „ja bym nie dał rady”?
Nie patrzcie tu i teraz, tylko w dalszej perspektywie. Dzieci dorastają szybko. My oglądając zdjęcia sprzed roku czy dwóch lat sami jesteśmy w szoku przypominając sobie jak kiedyś było ciężko, ale cieszymy się, że zdecydowaliśmy się na tę drogę, bo cudownie nam z naszymi dziećmi.
Jak wygląda relacja między Waszymi dziećmi? Czy zdarzają się momenty, kiedy patrzycie na nich i myślicie: „to właśnie ma sens”?
Lubimy patrzeć kiedy razem wymyślają jakiś plan, zabawę, kiedy mają swoje „tajemnice”. Podsłuchujemy kiedy po zgaszeniu światła, opowiadają sobie z łóżek jakieś historie. To, że zawiązuje się między nimi relacja to dla nas rodziców największa nagroda.
Gdyby ktoś dziś stał przed decyzją o powiększeniu rodziny – co chcielibyście, żeby usłyszał od Was, bez lukru, ale i bez straszenia?
Będzie ciężko, ale to minie. To naprawdę minie :)
I na koniec – mimo zmęczenia, chaosu i nieprzewidywalności… dlaczego Waszym zdaniem warto mieć dzieci?
Wiesz co… chyba właśnie dla tego chaosu, zmęczenia i nieprzewidywalności. Wtedy czujemy, że żyjemy razem, że jesteśmy rodziną.
Dziękujemy za rozmowę.


